Aktualności

25.06.2010-26.06.2010

W Iławie odbędą się warsztaty "Wewnętrzna miłość".

czytaj dalej
13.03.2010-14.03.2010

W Iławie odbędą się warsztaty "Wewnętrzna miłość".

czytaj dalejpokaż wszystkie

Artykuły

Nieznany Świat 2/2009

Artykuł z miesięcznika Nieznany Świat (2/2009) "Poczet healerów polskich".

czytaj dalej
Audycja

Fragment audycji z dnia 3 lutego 2009 wyemitowanej w Radio Parada.

czytaj dalejpokaż wszystkie

Nieznany Świat 2/2009

Uzdrowienie przychodzi z serca
 

Młody, bo zaledwie 34-letni bioterapeuta z Łodzi Ingwar Nowicki uzdrawia, rozbudzając w nas miłość do własnego serca.

 

Bioterapia ewoluuje. Zdecydowanie najstarszą techniką jest nakładanie rąk przez uzdrowiciela i przesyłanie energii. Nadal najpopularniejszą. Był czas na czyszczenie czakramów i aury. Potem wraz z amerykańskim new age zalała Polskę era uzdrawiania medytacją. Dziś to już nie wystarcza żyjącym w ciągłym stresie ludziom. Młodsze pokolenia oczekują metody, która zadziała jak cudowna pigułka – szybko i skutecznie.


- Rzeczywiście większość moich pacjentów ma problemy emocjonalne. Ci, którzy szukają u mnie pomocy mają od 30 do 50 lat – mówi Ingwar Nowicki. - Do ręki dostają ode mnie metodę, która w prosty sposób uczy harmonii.


Nowicki rozpoczyna pracę z pacjentem od rozbudzania miłości do siebie. „Całym moim serce kocham moje serce” - powtarza.


- Proszę powtórzyć te słowa pięć razy. Ale nie na zewnątrz, tylko do środka i z miłością – poucza. - Wypowiedziane prawidło sprawiają, że od razu zaczyna krążyć energia i czakram serca się otwiera.

 

Jeśli poddamy się słowom bioterapeuty, poczujemy jak rośnie i rozkwita czakram serca, a nasze mięśnie robią się miękkie, lekkie. Po chwili znika strach. Zastępuje go spokój, który wdziera się do wszystkich komórek ciała. Dwa skierowane do serca słowa: „Kocham siebie” wypowiedziane miękko, łagodnie i z czułością potrafią zdziałać cuda.


- Większość kobiet ma problemy ze sprawami kobiecymi. Zablokowana macica, torbiele na jajnikach, zmiany w śluzówce macicy – wylicza. - To sprawka kodów, którymi kolejne pokolenia karmią kobiety już we wczesnym dzieciństwie. To konsekwencja tematów tabu, wstydu. Jedna z moich pacjentek szła na operację usunięcia torbieli. W ciągu trzech tygodni spotkaliśmy się trzy razy.

 

 

40-letnia pielęgniarka wykorzystała ten czas i zgodziła się na intensywną pracę ze sobą. - Gdy mówiłam kocham swoją macicę, kocham swój prawy jajnik, kocham swój lewy jajnik, to czułam jak rozkwitają – relacjonuje pacjentka pracę ze sobą. - Namacalnie odczuwałam ruch w ciele. Dokładnie wiedziałam, gdzie znajdują się wymieniane narządy wewnętrzne.
Gdy pacjentka stawiła się w umówionym terminie w szpitalu, lekarz nie zrobił jej operacji. Nie było takiej potrzeby.


- W słowach wypowiadanych z miłością jest ogromna moc. Puszczają blokady i powraca prawidłowy przepływ energii. Pacjent zdrowieje – wyjaśnia Ingwar. - Nie oczekuję, że pacjent mi zaufa. Oczekuję, że zaufa sobie. Jeśli jednak nie ma tej ufności, pracujemy nad nią.


Zza drzwi gabinetu słychać: „Ufam sobie. Wierzę w siebie. Całym moim sercem kocham moje serce”. Tak rozpoczyna się praca z każdym pacjentem. - Mówimy do serca i poprzez serce. Wtedy słowa zyskują moc. To są żywe słowa – tłumaczy.


Dożyliśmy czasów, gdy sposobem na odzyskanie radości jest wyprawa na zakupy lub wypad do modnej restauracji na obiad. Pustkę w życiu zastępujemy kolejnymi przedmiotami. Coraz rzadziej możemy mówić o partnerstwie i bezwarunkowej miłości aż po grób.


- Poszukiwanie partnera lub chęć odnalezienia miłości w istniejącym od lat związku to problemy kolejnej grupy pacjentów – mówi Nowicki. - Jak mają nas pokochać inni, skoro my siebie nie kochamy. Pora to sobie uświadomić. Na początek trzeba popracować z sercem. Własnym sercem.

Jedno z przykazań mówi: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Sam Chrystus zakładał, że najmocniej kochamy siebie.


- To wskazówka, że powinniśmy kochać siebie. Bliźni to ktoś blisko nas. Gdy się oddala, czujemy chłód, pustkę i dystans – wylicza doznania. - Jedynym skutecznym lekarstwem dla człowieka jest pokochać siebie. Wszystkie swoje aspekty. Wtedy przetransformujemy negatywne emocje w te, które mówią o miłości do nas. Gdy będziemy kochać siebie, pokochają nas też inni.
Podczas porozumiewania się z sobą przez serce, wiązka energii docierająca do nas robi się szersza, a sama energia bardziej skoncentrowana.


- Im głębiej sięgamy do naszego serca, tym wyżej dochodzimy, czyli mocniej rozwijamy się duchowo – tłumaczy. - Proszę mi wierzyć, serce jest jak studnia bez dna. Zapuszczając się głębiej w serce, rozpuszcza coraz więcej blokad w ciele i duszy. Zdrowiejemy. Uspokajamy się. Zmieniają się nasze relacje z innymi. Widać zmianę w nas, ale zmienia się też świat wokół. To reakcja innych na rewolucję, jaka zachodzi w nas samych.


- Miłość to świadomość jestem – uważa Ingwar. - Jeśli jest w nas, musi być zauważalna przez innych.


Dziś młodsze pokolenia nie idą do bioterapeuty, gdy coś boli. Oni biegną, gdy chcą zmienić swoje życie. Zmienia się świadomość społeczeństwa.


- Padają pytania o biznes, pieniądze, interesy – przyznaje bioterapeuta. - Pytają dlaczego zawodzi ich intuicja, dlaczego sobie nie radzą. Czym jest pech w ich życiu. I znów zaczynamy pracę od: „Kocham siebie. Ufam sobie.Wierzę w siebie”.


38-letni przedsiębiorca Marcin w gabinecie Ingwara pojawił się kilka miesięcy temu. Zastanawiał się, czy udźwignie dwie firmy naraz. - Chciał zmienić swoje życie, więc mu pomogłem – mówi śmiejąc się Ingwar. - Wiedzie mu się coraz lepiej, jest na fali. Spada z niej, gdy dopadają go chwile zwątpienia. Wtedy na moment traci intuicję, bo górę bierze umysł. Ale potrafi już wrócić na właściwie obraną drogę. Daję ludziom do ręki metodę, z którą można pracować w domu, bo nie chcę nikogo od siebie uzależniać.


Rozmowę z własnym sercem można prowadzić wszędzie. Nikt tego nie słyszy i nie widzi. Tylko my. Możemy ze sobą „gadać” jadąc samochodem, autobusem lub stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie. Na rozwój duchowy możemy poświęcać nawet czas na reklamy podczas oglądania ulubionego serialu. Wchodząc na scenę lub występując przed szerszą publicznością z wykładem wystarczy powiedzieć do swojego serca: „Kocham siebie. Jestem bezpieczny” i cały ciężar z ramion nagle znika. Działa to też podczas odpowiedzi przy tablicy. Zesztywniałe ramiona i barki łagodnie opadają – nawet o 10 centymetrów.


- Wykorzystałem tę metodę do pracy z ludźmi po przeszczepach – uchyla rąbka tajemnicy. - Choć wiemy, że przeszczepiona nerka, wątroba czy serce ratuje nam życie, nie zawsze potrafimy się z tym pogodzić, że mamy obcy organ w sobie. Dlatego trzeba pokochać ten organ. Trzeba mówić do swojego serca z miłością: „Kocham swoją nerkę. Kocham swoją wątrobę. Kocham swoje serce.”
- Na pewno po takich słowach przestaje boleć przeszczepiony organ i zostaje przyjęty przez organizm – tłumaczy.


Nie zaskoczyła bioterapeuty 50-letnia Grażyna, która przyszła do niego ze słowami: „Do końca roku potrzebuję 20.000 zł, bo chcę otworzyć firmę”.
- Powiedział mi, że sama w to przecież nie wierzę, ale zacznijmy od 4.000 zł. Był listopad. Pomyślałam dobre i to – opowiada Grażyna. W ciągu dwóch tygodni na jej konto wpłynęły 4.000 zł.
- Wypłaciła je firma ubezpieczeniowa za to, że inny kierowca otarł lekko mój zderzak. Zadziwiłam się – wspomina. Jeszcze bardziej była zaskoczona, gdy w styczniu dostała dotację na otwarcie firmy z unijnych funduszy.
- Ktoś mi podsunął pomysł, pomógł napisać biznesplan i... w kilka dni dostałam 21.000 zł na rozruszanie biznesu. Wszystko potoczyło się jak w filmie. Szybko i ze szczęśliwym zakończeniem – dodaje śmiejąc się. - Teraz pracuję nad tym, by moje miesięczne zarobki oscylowały wokół 7.000 zł. Wszystko samo się dzieje.


- Gdy pracujemy ze sercem wszystko jest możliwe. Nie tylko odzyskujemy zdrowie, poprawiamy przepływ energii, ale też zmieniamy swoje życie – tłumaczy bioterapeuta. Poważne choroby często są związane ze złością i niepogodzeniem się z zaistniałymi sytuacjami.
- To co przychodzi do nas i wychodzi z nas, to w nas potem uderza – przestrzega. - Zaobserwowałem, że jeżeli myśli są pełne złości i krytycznych słów, to powodują uszkadzanie tkanek. Jedynym ratunkiem jest wtedy naprostowanie systemów. Trzeba sprawić, by energia znów popłynęła swoimi drogami.


11 lat temu Ingwar Nowicki przeczytał w gazecie artykuł o metodzie Silvy. Najpierw kupił książkę, potem skończył kurs. Ale, czuł niedosyt, więc zapisał się na kurs bioterapii. Tutaj spotkał jasnowidza Ireneusza Wojciechowskiego, którego interpretacje potwierdzały jego przeczucia. Ingwar zrobił dyplom, ale nie chciał powielać tradycyjnych sposobów uzdrawiania. Przez kolejne lata w głębokich medytacjach rozwijał własną metodę. Pewnego dnia otrzymał przekaz, który zrewolucjonizował jego podejście do bioterapii.


- Chodzi o połączenie umysłu i serca, żeby umysł występował w warunkach serca. Inaczej mówiąc umysł ma być uczniem serca – tłumaczy. - Nadchodzi nowa era. Era miłości i serca.


Mnie Ingwar odzwyczaił palić. I to w ciągu dwóch tygodni. Wystarczyło, że kazał mi mówić: „Kocham swoje płuca. Kocham prawe i lewe płuco. Kocham swoje oskrzela”. I w naturalny sposób, bez ograniczeń i stresów nałóg minął. Nie wraca na widok paczki papierosów.

- Palenie ma głębsze podłoże. Najczęściej zastępujemy papierosem potrzebę miłości. Przede wszystkim gdy zaczyna działać magiczna moc słów „Kocham siebie”, nie potrzebujemy już namiastki jakim jest papieros – wyjaśnia bioterapeuta. - Praca z płucami i oskrzelami przyspiesza terapię i oczyszcza organizm.


Do jego drzwi coraz częściej pukają ludzie z pytaniem o sens życia. Szukają kierunku w jakim powinni pójść.
- Ich życie wygląda tak, jakby urodzili się tylko po to, by budować firmę, robić karierę, zarabiać pieniądze – wylicza. - A tak naprawdę celem są oni. Muszę im to uświadamiać. Zdobywając harmonijnie wewnętrzną miłość, osiąga się cel zewnętrzny, czyli karierę, firmę, bogactwo.


Dla osób chcących przyspieszyć podróż do własnego serca Nowicki organizuje 2-dniowe warsztaty. Urządza je najczęściej w Iławie, gdzie współpracuje z nauczycielami jogi. Choć na warsztatach wszyscy pracują w grupie, Nowicki z każdy pracuje indywidualnie. Sprawia, by stan otwartego serca stał się stanem naturalnym każdego uczestnika warsztatów.


- Nie ma się czego bać, bo jeśli cokolwiek wpłynie do otwartych czakr z zewnątrz, serce momentalnie to dekoduje – tłumaczy Nowicki. - W stanie otwartości człowiek staje się bardziej wrażliwy, bo ustępują blokady na bardzo subtelnych poziomach. To jest praca z „Jam jest”. W takim stanie można doświadczać odmiennych stanów świadomości, innych wymiarów.
Na warsztatach jest też praca z symbolami energetycznymi, które aktywizują czakramy, a przez to intensywnie wpływają na wszystkie aspekty naszego życia.


Kolejną formą rozwoju jest praca z wewnętrzną gwiazdą, która jest umiejscowiona między sercem a czakrą splotu słonecznego. Doświadczając jej energii i mocy działamy przez otwarte serce, a nie siłą. Aktywujemy wewnętrzny umysł, który tak naprawdę jest myśleniem przez serce.
- Dopiero w takim stanie uświadamiamy sobie, że nie ma ego. Jest tylko droga i jesteśmy my. Nie ma przeciwnika. Ego jest tworem myśli, który skazuje nas na wieczną walkę – mówi Nowicki. Należy uznać, że ego nie istnieje, a wtedy uwalniamy energię, którą poświęcaliśmy ego. W ten sposób odzyskujemy jedność, scalamy się i doświadczamy prawdziwego siebie.
- Energia zna drogi, którymi powinna płynąć w nas – dodaje. - Wystarczy, by popłynęła z serca. Wtedy jej nie zatrzymamy. To praca z sercem kwiatem.
 
Renata Kamińska
foto: Paula Kamińska

miesięcznik Nieznany Świat (2/2009)
 

Strony:

Strony: